Sport - Numer Archiwalny - Nr 16 - grudzień 2005
Koniec złej passy Polonii?
Pojedynek Polonii Warszawa z Azotami Unią Tarnów był dla obu drużyn starciem o przerwanie serii porażek. Polonia nie wygrała żadnego meczu od czasu wyjazdu do Włocławka, czyli od 3 kolejek. Zła passa Unii trwa natomiast od początku sezonu. Przed meczem w Warszawie tarnowianie mieli w swym dorobku osiem porażek. I choć po raz kolejny było naprawdę blisko, na swym koncie mają ich już dziewięć. 26 listopada przegrali z Polonią 82:86.

Gospodarze zwyciężyli (86:82) głównie dzięki doskonałej dyspozycji Mariusza Bacika - zdobywcy 23 punktów. Tylko on grał równo przez cały mecz i był w stanie odpowiedzieć na regularnie oddawane przez zawodników Unii rzuty spod kosza. Pozostali Poloniści mieli z tym wyraźne problemy, poprawiali i dobijali swe rzuty w nieskończoność.
A i tak akcje przeważnie kończył nie kto inny, tylko Bacik. Tarnowianie zaś dostawali się w pole trzech sekund przeciwników bardzo łatwo, zbyt łatwo. To i dwie udane próby zza linii 6.25 Kitzingera pozwoliły im wypracować sobie trzypunktową przewagę w pierwszej kwarcie, w której zwyciężyli 19:22.
Od początku meczu w warszawskim zespole pojawił się nowy rozgrywający Janavor Weatherspoon, zakontraktowany po dyskwalifikacji i zwolnieniu Branduna Hughesa... Nie prezentował się jednak najlepiej w tej części spotkania, co głośnymi komentarzami podkreślali niezadowoleni kibice. Reakcja działaczy była szybka - amerykanin zosatł zwolniony kilka dni później. Wejście w jego miejsce Ochońki okazało się strzałem w dziesiątkę. W ostatniej akcji pierwszej kwarty młody rozgrywający popisał się rzutem za trzy punkty z odległości około 7 metrów. Jak się później okazało, była to jedyna „trójka” warszawiaków w pierwszej połowie.
W drugiej kwarcie na parkiecie pojawili się Leszek Karwowski i Łukasz Koszarek. Na wejście tego drugiego kibice nie mogli już się doczekać. Był to bowiem jego pierwszy występ przed własną publicznością, a drugi
w ogóle w tym sezonie. Powracając po kontuzji, rozegrał dobre zawody przeciwko AZSowi Koszalin i potwierdził tym samym swą gotowość do gry.
Tym razem zaczęło się równie dobrze – od cudownej asysty. Jednak w całym meczu jedynie trzy razy swym podaniem otworzył kolegom drogę do kosza. To wynik gorszy od... Mariusza Bacika. Koszarek grał jednak zdecydowanie krócej. Nie dane mu też było zdobyć punktów w tym meczu. Nie trafił nawet przysługujących mu osobistych.
Druga kwarta była za to udana dla innej gwiazdy Polonii - Leszka Karwowskiego. W Unii z kolei z dobrej strony pokazał się Wojciech Majchrzak, trafiając dwa razy za trzy punkty i zdobywając w sumie 8 oczek. Polonia nie potrafiła natomiast odpowiedzieć celnym rzutem z dystansu. Co gorsza, część prób nie tylko nie wpadała do kosza, ale piłka, jak zaczarowana, nie docierała do obręczy albo mijała ją przelatując kilkanaście centymetrów obok. Jak się później okazało podobne problemy mieli po zmianie stron zawodnicy Unii.
W drugiej połowie drużyny wchodziły na parkiet przy stanie 37:41 dla Unii Tranów. Polonia przystąpiła do dorabiania strat. Rozrzucał się Owens, który na początku kwarty trafił dwa razy zza linii 6.25 m. Przez pozostałą część trzeciej odsłony to właśnie Polonia dominowała na parkiecie, wygrywając ją ostatecznie aż 19 punktami.
Zbyt mocno w rolę dominatora wczuł się młody rozgrywający stołecznej drużyny, który zaczął prezentować gwiazdorski (w negatywnym tego słowa znaczeniu) styl, podobny do Branduna Hughesa. W rezultacie zakończył mecz bez choćby jednej asysty. Mimo to Polonia wypracowała sobie przed czwarta kwarta bezpieczną, piętnastopunktową przewagę (70:55).
Wydawać się mogło, że Polonistom już nic nie zagrozi. Tymczasem na początku ostatniej części meczu trójką popisał się zdobywca ostatecznie 15 punktów, niedawny nabytek Unii, Tomić. Swoje dorzucił Carr i tarnowianie mozolnie, bo mozolnie, ale odrabiali jednak straty. Gdy Polonia na ponad dwie minuty przed końcem spotkania prowadziła już tylko 7 punktami spiker stwierdził, że zanosi się na emocjonującą końcówkę. I były to prorocze słowa.
Do kosza trafiali kolejno Tomić, Kitzinger i Carr. Przy jednorazowej odpowiedzi Owensa. Do remisu 79:79 trzypunktową akcją doprowadził Wojciech Majchrzak. W tym momencie kibice zaczęli się domagać powrotu na parkiet Mariusza Bacika, z której to możliwości trener Polonii skwapliwie skorzystał.
Po rzucie Majchrzaka zapachniało dogrywką - trwała wojna nerwów. Strategia przyjęta przez tarnowian polegająca na taktycznym faulowaniu mogła przynieść pozytywny skutek, bo Poloniści nie wykorzystywali wszystkich rzutów osobistych. Na swoje szczęście trafiali jednak wystarczająco dużo, by ciągle być o krok do przodu. Polonia prowadziła 83:80 na kilkanaście sekund przed końcem.
Taktyka przyjęta przez graczy Unii szybko obróciła się przeciwko nim. Za 5 fauli zeszli z boiska Kitzinger i Tomić. Mimo że gra toczyła się w duchu "faul za faul", to nieskutecznością w rzutach wolnych razili również tarnowianie. Antydoping, przybierający postać gwizdania buczenia tudzież innych onamatopeicznych dźwięków, okazał się być skuteczny. Ostatni szaleńczy rzut za trzy punkty, który notabene nic by nie zmienił, nie znalazł drogi do kosza i Polonia wygrała z Azotami Unią Tarnów 86:82. Warszawscy koszykarze mogli wreszcie po prawie czterech tygodniach posłuchać „We are the champions” i choć przez chwilę tak się poczuć... Tarnowianom zaś na pierwsze zwycięstwo w sezonie przyjdzie jeszcze poczekać.
![Validate my RSS feed [Valid RSS]](/images/valid-rss.png)