Opinie - Numer Archiwalny - Nr 41 - lipiec - LATO 2008

Pisomowa

IV RP, łże elity, wykształciuchy to tylko niektóre twory nowego języka polityki- pisomowy. Język ten ewoluował i nic nie zapowiada szybkiej zmiany w obecnym trendzie. Konflikty językowe i przerzucanie się oskarżeniami zapanowały na polskiej scenie politycznej.


„Pisomowa" to termin wprowadzony przez profesora Michała Głowińskiego dla określenia
bardzo charakterystycznego języka używanego w okresie rządów PiS. Nie jest to nazwa przypadkowa. Określa zbieżność języka PiS-u z językiem propagandy PRL-u – nowomową. Można nim w tej chwili określić język twórców mitycznej IV RP, ale także i opozycji.

Pisomowa to język konfliktu i niedomówień. Od czasu rządów PiS-u, obniżyła się znacznie kultura wypowiedzi polityków. Ich język stał się brutalniejszy. Prawo i Sprawiedliwość to partia, która zapomniała o transformacji ustrojowej Polski w 1989 roku. Wciąż czuje się po trosze partią podziemnej opozycji w kraju uciskanym przez wrogów. Łatwo to zauważyć analizując język jakim posługują się. Zgodnie z zasadą, iż najlepszą obroną jest atak, PiS wszczyna konflikty ze wszystkimi dookoła, aby bronić swoich racji. Dygnitarze tejże partii mówią bowiem o „oszalałych atakach agresji” ze strony każdego kto ośmieli się z nimi nie zgodzić.

Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości często antagonizują społeczeństwo. Społeczeństwo podzielone nie ma czasu na patrzenie władzy na ręce, bo pochłaniają je konflikty wewnętrzne. Obecnie mamy więc grupy „liberałów”, „wykształciuchów”, „łże-elity”, „komunistów” czy ubekistańczyków, których należy zniszczyć zanim oni zniszczą Polskę. Poprzez takie etykietowanie ludzi i zdarzeń PiS kreuje własną wizję świata, którą wpaja także swoim wyborcom.

Najbardziej rażące jest obniżenie kultury języka polityków. Z ich ust padają takie określenia jak „bure suki”, czy „dać w papę”. Ludzi nazywa się warchołami, chamami a ich zachowania knajackimi (choć samo słowo wywodzi się z gwary więziennej). Rozluźniła się nie tylko kultura językowa polityków, ale też i osobista. Obrażanie wyborców i swoich adwersarzy politycznych to obecnie bardzo popularne zjawisko. Elektorat PiS-u nazywa się prześmiewczo „moherowymi beretami”, PO „aksamitnymi kapeluszami”, zwolenników LPR-u „czarnymi giertychami”, a wyborców „wykształciuchami”. Obecnie w polityce nie widać już dbałości o wypowiedź. Politycy wysławiają się niechlujnie i nieprzemyślanie. Język polityki stał się przesadnie emocjonalny. Brakuje w nim rzetelnej debaty, są natomiast wzajemne przekrzykiwania się i poniżanie.

Przedwakacyjna rozróba posłów PiS w rzekomej obronie posła Zbigniewa Ziobry na posiedzeniu sejmowej komisji regulaminowej (23.07.), to przykład kompletnego zdziczenia w obyczajach sejmowych. Przypomnijmy: tego dnia komisja opiniowała wniosek o uchylenie immunitetu posłowi Ziobrze. Poseł nie zjawił się na posiedzenie komisji. Przyszli za to posłowie PiS. I zaczęło się… Kto oglądał transmisję telewizyjną z tego „spektaklu” mógł najlepiej wyrobić sobie opinię.

„Zaniepokojeni tym bezprecedensowym zjawiskiem w polskim życiu parlamentarnym pragniemy wyrazić głębokie ubolewanie. Osąd tych zdarzeń i ocenę, kto ponosi za nie odpowiedzialność, pozostawiamy opinii publicznej’ – napisali posłowie PO, PSL, ,Lewicy, SdPL i PD w specjalnym oświadczeniu.

Pisomowa nie jest już tylko językiem Prawa i Sprawiedliwości. Przejmują go powoli także inne partie. Obecne zmiany w języku polityki wydają się być nie tylko przejściową modą językową. Jest to trend, który przechodzić będzie z jednej ekipy rządzącej na kolejne, bez względu na zabarwienie polityczne. Zmiana tego stylu wypowiedzi będzie bardzo trudna. Raz zakorzenione negatywne przyzwyczajenia językowe toczą język jak choroba.
Język konfliktu zapoczątkowany przez PiS zagości na scenie politycznej tak długo, jak politycy znajdować dla niego będą zapotrzebowanie. Miejmy tylko nadzieję, że nie potrwa to tak długo jak „moda” na nowomowę.

Joanna Apelska