Rozmowy Merkuriusza - Numer Archiwalny - Nr 41 - lipiec - LATO 2008

Babaryba – czyli kobieta po grecku

Z Aleksandrą Gronowską, współtwórczynią spektaklu „Babaryba – czyli kobieta po grecku”, o autorskim projekcie teatralnym, istocie kobiecości i kuchni rozmawia Magdalena Jary.

Czy w Polsce łatwo jest zrealizować własny projekt teatralny?

Nie ma rzeczy niemożliwych, choć na pewno zasadnicze znaczenie ma intersujący pomysł, pasja i, jak w każdej sytuacji, odrobina szczęścia. Jednak trudno się spodziewać, że pewne problemy organizacyjne rozwiążą się same (co dla niejednego artysty może wciąż stanowić spore odkrycie). Tymczasem istnieje wiele możliwości, z których korzystać mogą młodzi twórcy.

W przypadku moim i czterech znajomych o zrealizowaniu własnego projektu myślałyśmy już od dawna. Miałyśmy innowacyjny pomysł na duże przedsięwzięcie teatralne: „Babaryba – czyli kobieta po grecku”. Rozpisałyśmy więc projekt do działu kultury m. st. Warszawy, które zgodziło się sfinansować nasze przedsięwzięcie. To był pierwszy krok, aby rozpocząć intensywne próby, prace nad kompozycjami i muzyką, choreografią inspirowaną tańcem współczesnym i wschodnimi sztukami walki.

Jak pokrótce opisać, czym jest projekt „Babaryba”?

To projekt z pogranicza teatru, nowych mediów, performensu i samej sztuki kulinarnej. „Babaryba” to propozycja wieloskładnikowego dania, złożonego z przeróżnych elementów, wymieszanych i zmiksowanych, by skosztować naraz jak najwięcej smaków – kontrastujących ze sobą i jednocześnie nawzajem się uzupełniających. To kulinarno-teatralna uczta na scenie przyprawiona czym się da. Składniki to teksty literackie, dramaty; to publicystyka i literatura naukowa, to sztuka wysoka i wycinki z kolorowych czasopism. Przyprawy to ruch, śpiew, muzyka odgrywana na żywo, elementy tańca współczesnego i sztuk walki, wizualizacje oraz inspiracje arcydziełami malarstwa i scenografią filmową. Przepis - to obserwacja życia kobiety na przestrzeni wieków, refleksja nad ważnymi momentami w jej życiu, rytuałami codzienności i przejścia.

Podczas spektaklu na scenie widzimy pięć młodych aktorek. Spektakl z całą pewnością traktuje o kobiecości. Co ona dla was oznacza?

W krótkiej formie nie da się chyba wyrazić złożoności tego, co możemy określić jako „bycie kobietą”. Jakakolwiek próba jednoznacznej definicji jest z góry skazana na porażkę. Naszym zdaniem pozostaje więc... kuchnia, czyli mieszanka przeróżnych składników i przypraw, w odpowiedni sposób odważonych, wymieszanych i przyrządzonych.

Każda z was reprezentuje jednocześnie inny typ kobiecości

Tak, od silnej i dominującej, po romantyczną i niewinną. Ponieważ naszą bohaterką jest kobieta od narodzin do starości z całym jej skomplikowanym, fantazyjnym światem marzeń, złudzeń, oczekiwań i niespełnionych nadziei. Ów świat skonfrontowany zostaje z - delikatnie mówiąc - brutalną rzeczywistością ciągle świetnie się mającej epoki patriarchatu, która od tysiącleci bezkarnie zadaje ewidentny gwałt na wrażliwej kobiecej psyche.

A jak opisałabyś odgrywaną przez Ciebie postać?

To niewątpliwie bardzo silna kobieca osobowość. Dominuje nad innymi. Zna tajniki dojrzałej kobiecości i wie doskonale, jak je wykorzystywać.

Jak wasz spektakl odbierany jest przez publiczność?

Cieszy nas to, że w wielu momentach spektaklu widzowie reagują bardzo żywiołowo. Takie było zresztą założenie, mianowicie by doprowadzić publiczność do śmiechu. Poza tym tuż po spektaklu częstujemy publiczność rybą (przygotowywaną na scenie podczas przedstawienia), co bardzo nam pomaga w utrzymaniu do samego końca pozytywnego nastroju. Jest to także okazja, żeby prywatnie porozmawiać z naszymi odbiorcami.

Jak owych odbiorców udaje wam się przekonać do przyjazdu na spektakl na Pragę, do siedziby teatru Makata?

Nie jest to rzeczywiście takie proste. Organizacją widowni zajmujemy się same. Jednak bardzo pozytywny odbiór pierwszych spektakli wpłynął na to, że coraz więcej osób interesuje się projektem i wybiera się w tym celu na Pragę. Mamy nawet stałych bywalców i fanów „Babyryby”.

Czy często występujecie?

Gramy tak często, na ile pozwalają nam na to obowiązki na studiach i inne teatralne aktywności. Niełatwo jest czasem ustalić wspólny grafik zespołowi aktywnych artystów. Pierwszy spektakl odbył się w grudniu 2007 roku, natomiast premiera medialna miała miejsce dopiero w marcu, a to z tego względu, że projekt cały czas się rozwija.

Czyli na bieżąco wprowadzacie zmiany w projekcie?

Tak. Staramy się, żeby spektakl się rozwijał, wzbogacał i urozmaicał. Ostatnią zmianą było na przykład dodanie monologu szalonej nauczycielki, która z niezwykłą charyzmą rozprawia na temat kolejnych etapów selekcji najlepszych okazów karpia. Ten pozornie nudny temat rozkłada publiczność na łopatki.

Jakie są najbliższe plany związane z „Babąrybą”?

Oczywiście chcemy grać tak często, jak to możliwe i to nie tylko w Warszawie, lecz także w innych miastach. Planujemy udział w festiwalach i eskapady zagraniczne. Bardzo nas ciekawi, jak odbiorą spektakl widzowie z innych krajów.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Magdalena Jary