Średni wywiad o tym, jak zrobić wywiad dobry
Z Konradem Piaseckim, dziennikarzem prowadzącym „Kontrwywiad” w RMF FM i gospodarzem programu „Piaskiem po oczach” w TVN 24
– rozmawia Anna Kulbicka.
Dlaczego wybrałeś dziennikarstwo?
- Od dziecka byłem zafascynowany polityką, a ona była w moim domu bardzo obecna i to była taka polityka sprzeciwu wobec ówczesnego ustroju. Urodziłem się w 1970 roku, więc pierwsze 19 lat spędziłem w szarej rzeczywistości komunizmu. I to zainteresowanie polityką, które wyniosłem z domu przeniosłem w życie zawodowe. O tym marzyłem. Poszedłem na studia historyczne, bo wtedy to historia była polem sporu politycznego. Wybrałem historię, a na drugim czy trzecim roku studiów stwierdziłem, że moim marzeniem byłoby dziennikarstwo, najlepiej radiowe. A później już małymi kroczkami do tego doszedłem. Po prostu fascynacja, zainteresowanie polityką spowodowało, że uznałem za najlepszą drogę do jej poznawania, rozumienia i opisywania, właśnie dziennikarstwo.
A tak szczerze, zająłeś się dziennikarstwem dla siebie czy dlatego, żeby opisywać i pomagać zrozumieć ją innym?
- Jak człowiek ma 20 lat to myśli głównie o sobie, o tym jak ta jego zawodowa ścieżka będzie wyglądała. Ja wybierałem dziennikarstwo już w wolnym kraju, i nie ukrywam, że wybrałem je myśląc przede wszystkim o tym, jak bym chciał spędzić własne życie. Wszystkie inne aspekty pojawiają się nieco później.
Wróćmy na moment do czasów studenckich. Coś ci zapadło szczególnie w pamięć?
- Te pięć czy sześć lat jakie spędziłem na Uniwersytecie, to był najfajniejszy czas w moim życiu. Takich historii, które wspominam do dzisiaj było mnóstwo, nie wiem jak jest teraz, ale jak ja studiowałem, historia była dość swobodnym kierunkiem. Mało zajęć, sporo czytania.. Studia, więc to był czas dyskusji, sporów politycznych, światopoglądowych, czy historycznych.
To zupełnie inaczej niż dzisiaj, dyskusje na wykładach zdarzają się niezwykle rzadko… Zatrzymajmy się jednak przy karierze dziennikarskiej, co było przed tym, zanim trafiłeś to telewizji?
- Swoją przygodę z dziennikarstwem zaczynałem od prasy. Z rozgłośni radiowych w Warszawie była tylko Zetka. Także pracy dziennikarskiej i tego zawodu uczyłem się w prasie. Później trafiłem do radia Kolor, a stamtąd dosyć szybko do RMF – u. Potem przyszła kolej na różne romanse telewizyjne. Prowadziłem i program „Graffiti” w Polsacie i „Krakowskie Przedmieście 27” na spółkę RMF i Telewizją Publiczną. No, i teraz jest TVN 24.
Lepiej się czujesz przed kamerą telewizyjną czy przy mikrofonie?
- Studio radiowe ma tę zaletę, że jest bardziej intymnie, łatwiej można nawiązać relację z rozmówcą. Można mieć wrażenie i tak jest w moim przypadku, że rozmowa toczy się tylko między dwoma osobami. W telewizji jest inaczej. Kamery, światło, ludzie w studiu, napięcie. Tam człowiek robi to z absolutną świadomością, że mówi do kamery, za którą są przecież jacyś ludzie. Wiele osób…
Kierujesz się jakimiś kryteriami przy doborze gości? Twoje decyzje są całkowicie samodzielne i niezależne, czy jednak konsultujesz je z redakcją?
- Decyduję oczywiście o wszystkim sam, chociaż jestem otwarty na wszelkie sugestie. Ale też cała odpowiedzialność za to, co robię, i co podpisuję swoim nazwiskiem, spoczywa na mnie. Gości dobieram według różnych kluczy. Przede wszystkim uważam, że rozmowa musi być interesująca, musi coś wnosić. Gości dobieram właśnie według tego klucza, a ten jest codziennie inny, bo codziennie jest trochę inna rzeczywistość.
I rozumiem, że Konradowi Piaseckiemu nikt nie odmawia?
- Zawsze mam w tym telefonie ileś tam numerów, pod które mogę zadzwonić. I prośbą, czy namawianiem jakoś skłonić ludzi do przyjścia. Jeśli do godziny 21 z minutami nie mam ustawionego gościa, to zaczyna się już lekkie przeglądanie kalendarza i własnej głowy.
Czy Konrad Piasecki po tylu latach odczuwa jeszcze stres w pracy?
- Odrobinę tak, chociaż oczywiście coraz mniej. Denerwują mnie rzeczy dookoła. Najpierw jak nie mogę umówić gościa, potem jak on się spóźnia, albo jak przychodzi i mówi, że nic nie powie na dany temat. Takie przypadki stresują i mogą sprawiać, że wchodzę do studia zdenerwowany. Jednak ten stres jest nieporównywalny z tym, który był na początku mojej pracy.
Można wyprowadzić cię z równowagi? Na przykład podczas rozmowy na żywo?
- Oczywiście, że można, bo jestem tylko człowiekiem. I to z temperamentem i ekspresyjnym. I ostatnio np. Antoni Macierewicz skutecznie potrafił doprowadzić do tego, że go wyrzuciłem ze studia, znaczy się, podziękowałem mu za dalszą rozmowę. Im dalej, tym się to oczywiście rzadziej zdarza. Staram się trzymać nerwy na wodzy. Ale wiadomo, są też techniki zdenerwowania prowadzącego: jak gość milczy albo odpowiada pytaniem na pytanie, to jest taka sytuacja, w której można się trochę zdenerwować.
I co wtedy robisz? Jak gość milczy po twoim pytaniu?
- Mówię mu wtedy, że milczenie w radiu nie jest złotem. Ostatnio zdarzyła mi się taka sytuacja: powiedziałem mojemu rozmówcy, że milczenie w radiu nie jest złotem, na co on odpowiedział: tak, ale nauczono mnie, że milczenie w radiu jest problemem prowadzącego. (Śmiech)
Mam wrażenie, że coraz częściej wywiady są agresywne i atakujące rozmówcę…
- Jak są powody, to oczywiście trzeba atakować. Nie ma co się głaskać po głowach jak jest powód, żeby gościa pomęczyć. Uważam, że dziennikarz ma prawo do stawiania się w roli oponenta do rozmówcy. Byle to nie przybrało formy jakiejś jatki. Nie po to się uprawia dziennikarstwo, żeby być tylko i wyłącznie sitkiem do mikrofonu i podrzucaczem pytań
Dlaczego ludzie cię słuchają?
- Jeśli słuchają, to mam nadzieję, że dlatego, że uważają to za ciekawe i interesujące. Wiem, że „Kontrwywiad”, to jest ranna pora, więc chciałbym pobudzać innych tą rozmową i ożywiać. Najpierw jednak muszę sam siebie obudzić i mam na to kilka sposobów.
Na przykład?
- Na przykład przeprowadzić dosyć ostry dialog przed wejściem do studia, z którymś z moich kolegów, albo się rozgrzać fizycznie, poskakać przez pięć minut, żeby krew zaczęła szybciej płynąć. Już nie wspominam o wypiciu kawy, czy o wcześniejszym wstaniu, tak ażeby człowiek jakoś się „spotkał z własnym rozumem”. Chciałbym więc, żeby te moje rozmowy były ciekawe i coś w życie ludzi wnosiły. Żeby to nie było siedem minut o niczym, ale siedem minut o czymś, co jest ciekawe i ważne.
Rzetelny dziennikarz to jaki według ciebie?
- Rzetelny dziennikarz, to dziennikarz, który nie ukrywa prawdy. Obiektywny, czyli podchodzący do każdej sprawy jak do czegoś o czym z góry nie ma wyrobionego zdania.
Rozumiem, że nie masz z tym problemu?
- Nie. Ja mam poczucie, że po czasach komunizmu polityka już nigdy nie będzie wywoływać u mnie, aż tak skrajnych emocji jak wtedy. Wtedy ten świat był czarno-biały, wtedy polityka to było coś, co angażowało mnie bez reszty. Ja to postrzegałem w kategoriach wojny dobra ze złem, czerni z bielą, uczciwości z nieuczciwością i totalitaryzmu z wolnością. Od tego czasu, polityka nie potrafi wzbudzić we mnie aż takich emocji. Myślę, że potrafię pochwalić jedną, drugą czy trzecią partię za gesty, poczynania czy decyzje. Nie mam z tym problemu.
A jakich dziennikarzy według ciebie brakuje w Polsce?
- Blogerów. Ostatnio widziałem listę najbardziej wpływowych dziennikarzy amerykańskich, to chyba na piątym czy szóstym miejscu był taki freelanser, którego miejscem pracy jest własny blog. I czegoś takiego nam brakuje. Były czasy, kiedy naprawdę to zaistniało, paru blogerów zaczęło odgrywać ważną rolę. Z drugiej strony brakuje dziennikarzy bardzo wyspecjalizowanych w swoich dziedzinach, którzy jednocześnie potrafią robić to tak popularyzatorsko. Trochę też brakuje nam siwowłosych sześćdziesięciolatków, którzy są autorytetami samymi w sobie. Brakuje nam z jednej strony takich młodych, bardzo krwiożerczo-blogersko wolnych dziennikarzy, takich bez skrępowania i zahamowań, a z drugiej strony autorytetów, które będą w stanie odgrywać niemal samodzielną rolę polityczną.
Na czym przede wszystkim powinni skupić się młodzi dziennikarze?
- Po pierwsze, trzeba odłożyć na bardzo daleka półkę, albo w ogóle nie myśleć o tym, jak bardzo dziennikarstwo może przynieść nam sławę, pieniądze, popularność, piękne kobiety, czy wejście w piękny świat, bo nie z tym trzeba wchodzić w dziennikarstwo. Trzeba wchodzić z pasją, i tę pasję trzeba w sobie uruchomić. Nie można traktować dziennikarstwa jako takiego blichtrowatego zawodu. On oczywiście ma w sobie później, i ten blichtr, i sesje fotograficzne, i kamery, nagrody, i te wszystkie miłe chwilę, ale wchodząc w dziennikarstwo należy odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego ja chcę to robić? O czym chcę mówić ludziom? Fascynuje mnie sport, chcę zostać dziennikarzem sportowym, pasjonuje mnie polityka, chcę zajmować się polityka. Trzeba zdefiniować sobie tę pasję zawodową, bo bez niej wyjdzie nam średniactwo…
Motto życiowe Konrada Piaseckiego.
- Zawsze sobie powtarzam: nie wybieraj łatwych rozwiązań, bo na koniec może się okazać, że przegrasz. Podejmuj sprawy, które wydają ci się w momencie podejmowania trudne, jak ci proponują coś trudnego, to nie wahaj się tego przyjąć, nawet jeśli myślisz, że na to nie zasługujesz czy nie jesteś na to gotowy. W swoim życiu parokrotnie ryzykowałem. Taką sytuacje miałem jak przechodziłem do RMF- u… To było wtedy radio, które zdobywało już ogólnopolskie audytorium. Ja miałem wtedy dwadzieścia trzy lata i myślałem sobie: rany boskie, masz dwadzieścia trzy lata, co ty tym ludziom będziesz opowiadał? Czy jesteś na tyle dojrzały, na tyle mądry, żeby mówić do milionów ludzi. Ale w rezultacie wybór RMF – u był bardzo dobrą decyzją. Od tej pory zawsze mówię, że nawet jeśli dostajesz ofertę, która wydaje ci się przekraczać twoje możliwości - to spróbuj, bo może się okazać, że to ci było pisane.
Dobra rada jak zakończyć wywiad?
-Dobrze jest skończyć puentą.
Nie mam puenty (śmiech)…
- Motto ogólno życiowe jest dobrą puentą (śmiech)
Anna Kulbicka: Dziękuję!
- Konrad Piasecki: - Dzięki.
![Validate my RSS feed [Valid RSS]](/images/valid-rss.png)